Rzeczpospolita
  • 2596
  • [PL] Rzeczpospolita?

    A. Worotnickij, www.bramaby.com

    Komentarzy

    Najwidoczniej nadszedł już czas. Jak zwykł mawiać pewien dobrze znany polityk: „wczoraj było za wcześnie, jutro będzie za późno”. Unoszące się w powietrzu idee uratowania Białorusi od tak oczywistego nieuchronnego krachu, bycia pochłoniętym i rzuconym w bezkresne przestworza wschodniego sąsiada, ostatecznie wykrystalizowały się w jedno harmonijne rozwiązanie. Brzmi ono w dwóch słowach prosto, a zarazem wyzywająco: rzecz pospolita.

    Zadziwiające jest, że jeszcze rok temu podobny pomysł, który czysto teoretycznie omówiłem w artykule zatytułowanym „Duch Wielkiego Księstwa”, a także był wspólnie omawiany na forum internetowym „brama”, wydawał się nie tylko efemeryczny, ale i całkowicie nienadający się do realizacji w ówczesnych warunkach. I tak oto, po przejściu tylko jednego sezonu politycznego i poprzez pryzmat ostaniach wydarzeń, idea Konfederacji Białorusi i Polski wydaje się niemal idealnie układać się w pociągającą wizję dla wszystkich zainteresowanych stron!

    Przede wszystkim, chciałoby się przeanalizować przyczyny powstania, albo powiedzmy nadania konkretnego kształtu, w realnej perspektywie, inicjatywy Konfederacji właśnie teraz, a nie piętnaście, dziesięć, czy pięć lat temu, a nawet nie w zeszłym roku. Moim zdaniem wiodącą i decydującą rolę w tym odegrały wydarzenia związane z wyborami na Białorusi, a następnie w Rosji. To, co wydawało się na wydarzenia z odległej przyszłości, jako jeden z teoretycznie możliwych gdzieś w odległej perspektywie czasu scenariuszy — szybko i nieodwracalnie zmieniło się w rzeczywistość: Republiki Białorusi w ciągu ostatniego półtora roku „za sprawą” działań własnego przywództwa straciła rzeczywistą suwerenność, a jedynie kwestią czasu było włączenie jej w takiej, czy innej formie, de iure, do federacji rosyjskiej. Nie będziemy w tym miejscu opisywać wszystkich wydarzeń, które doprowadziły do tak smutnej sytuacji. Mam nadzieję, że ci, dla których to nie jest oczywiste, po prostu nie doczytali do tego miejsca.

    Właśnie dlatego, praktycznie każda alternatywa dla tego, co już wielokrotnie i z nieuchronnie katastrofalnymi rezultatami sprawdzono w praktyce, nie będzie po prostu mniejszym złem, ale w rzeczywistości wybawieniem od „ostatecznego rozwiązania kwestii białoruskiej". W tym świetle idea zjednoczenia z Rzeczpospolitą Polską w Konfederację według starych wzorców Rzeczypospolitej, ale w nowoczesnych ramach i napełniona nowatorską treścią, zyskuje zupełnie nowy i świeży wymiar. Spróbujmy rozważyć przy obecnych realiach podobną perspektywę, jak najbardziej szczegółowo i obiektywnie, a w szczególności uwzględniając wszelkie wątpliwości, obawy i przeszkody, które mogą budzić największe zastrzeżenia co do możliwości realizacji tej idei.

    Po pierwsze, przeciwko podobnej propozycji, stoi szeroko propagowana w państwowych mediach sławetna „pamięć genetyczna Białorusinów”. W oparciu o oświadczenia białoruskich oficjeli, prasy oraz na podstawie tego, czego uczy się dzieci i młodzież we współczesnej białoruskiej szkole, Białorusini o wielowiekowym wspólnym zamieszkiwaniu z polakami w Wielkim Księstwie Litewskim i późniejszym okresie „pod Koroną” pamiętają (czy też powinni pamiętać) jak o czasach wynarodawiania narodu białoruskiego, wykorzeniania białoruskiej tożsamości – do fizycznego unicestwienia białorusinów wraz z ich językiem ojczystym. Bezsprzecznie wieloletnia propaganda podobnych tez, w pewnym stopniu odniosła sukces: wśród znacznej większości społeczeństwa na trwałe zakorzenił się stereotyp o zachodnim sąsiedzie jako okupancie, do tej pory marzącym, cytując słowa białoruskich władz „o granicy pod Mińskiem”. I koniecznie z zamiarem zapędzenia białorusinów do zagrody i zamienienia ich w bydło, czy też obywateli drugiej kategorii.

    Nie trzeba dodawać, że na przezwyciężenie tych poglądów (które, nawiasem mówiąc kultywowane były w czasach sowieckich, najwyraźniej na wszelki wypadek) jeszcze parę lat temu, po prostu nie było szansy — nawet najmniejszej. W poczuciu braku stabilności i w warunkach pewnej perspektywy „sterowania" odrębnym, niezależnym państwem, między Scyllą – z szeregiem wewnętrznych politycznych i ekonomicznych kryzysów, a Charybdą — wiecznie nieprzewidywalną w swoich transformacjach Rosją, tezy o Konfederacji będą wyglądać ni mniej, nie więcej jak na zdradę interesów narodowych. Kiedy dziś wszystkie bez wyjątku narodowe interesy zostały zdradzone, sprzedane, lub ugruntowane — takie drobiazgi nie mają znaczenia. Chodzi o samozbawienie narodu, dlatego dostępne i istniejące antytezy, które niszczą wcześniej ustalony obraz chciwej i podstępnej Polski, bez wątpienia będą miały większy, niż to było dotychczas, wpływ na podejmowanie wielu działań. Naszym celem i zarówno działaniem priorytetowym będzie ich określenie oraz przekonanie rzeszy sceptyków.

    Druga i o wiele bardziej poważna przeszkoda, nie tylko w realizacji, ale nawet w propagowaniu tej idei, to stanowczy i bezkompromisowy sprzeciw Rosji. Neoimperialne ambicje i gwałtownie rosnący autorytaryzm wschodniego sąsiada są w sprzeczności z każdym przejawem wolnomyślicielstwa w krajach byłego ZSRR, a tym bardziej wewnątrz pośpiesznie zlepionego w wyniku chwilowej politycznej koniunktury tak zwanego Związku Rosji, Białorusi i Kazachstanu. Nie ma żadnych wątpliwości, że rosyjski establishment będzie dokładać wszelkich starań, aby wyeliminować wszelkie ku temu działania, w tym i rękoma tak naprawdę marionetkowego białoruskiego reżimu. A jeśli obawy odrzucenia idei Konfederacji przez społeczeństwo można uspokoić poprzez kontrpropagandę i ideologiczne oddziaływanie, to przeciwdziałanie procesowi neoimperialnego wchłaniania ze wschodu może być realizowane tylko poprzez szybkie rozpowszechnienie i poparcie idei konfederacjonizmu przez światowe potęgi: UE, USA i być może Chiny.

    Trzecią przeszkodą jest stosunek do idei Konfederacji w samej Polsce. Na pierwszy rzut oka, cóż może być bardziej atrakcyjnego niż ucieleśnienie długo żywionych aspiracji przywrócenia dawnej świetności? Równocześnie polskie społeczeństwo zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa bycia posądzonym w nowoczesnych realiach o „wchłonięcie" lub „aneksję" obcych terytoriów. Równie ważne są obawy przed otrzymaniem, w ramach zjednoczonego państwa, niestabilnego i wyrażającego swe niezadowolenie regionu, na kształt republiki czeczeńskiej. Ale jeśli powyższe zagadnienia są w zasadzie do całkowitego rozwiązania przy prawidłowo i rzetelnie stworzonej formule Konfederacji, z wyraźnym rozgraniczeniem praw i obowiązków stron wchodzących w skład Konfederacji, to natomiast obawy o charakterze gospodarczym wydają się niemal nie do pokonania.

    Niemniej jednak śmiem twierdzić, że w obecnych realiach problemy ekonomiczne hipotetycznej Konfedercji odeszłyby na dalszy plan, ustępując palmy pierwszeństwa moralnym, politycznym i innym niematerialnym aspektom nieuchronnie pojawiającym się przy próbie realizacji projektu. We współczesnym świecie ulegającym nieustannym procesom przemian, gospodarkę wysuwa się na pierwszy plan tylko jako zasłonę dymną. Przykładów całkowicie ekonomicznie nieuzasadnionych, wyrażając się w kategoriach finansowych, z góry nieopłacalnych posunięć światowych potęg jest mnóstwo. W sytuacji, gdy całkowita niepewność zdominuje w przyszłości metody i rezultaty ocen tradycyjnych wartości ekonomicznych i ukierunkowań we współczesnym świecie (takich jak waluta światowa, ropa naftowa, gaz, a nawet złoto), na pierwszym planie pojawi się niewątpliwie kilka wskaźników oceny wpływu światowych centrów decyzyjnych: kontrola nad strategicznymi obszarami, zarządzanie zasobami ludzkimi, oddziaływanie w skali ogólnoświatowej. To wszystko w wystarczającym stopniu będzie przeciwagą dla obaw związanych z ekonomicznym upadkiem nowej formacji.

    Nie należy lekceważyć sprzeciwu białoruskiego reżimu wobec realizacji idei Konfederacji. Nie ma żadnych wątpliwości, że prawie całkowicie uzależniona od woli politycznej Rosji klasa rządząca w Republice Białorusi, a w szczególności jej najwyższe kierownictwo będzie zmuszone opowiedzieć się po stronie głównego antagonisty tej inicjatywy, przeciw której bez wątpienia wystąpi Rosja. Jednak przygnębiająca świadomość uzależnienia i znane wszystkim prywatne interesy ekonomiczne białoruskiej elity w Europie, pozbawią jej działania resztek szczerości, a w najlepszym razie — zostanie zmuszona do działań polegających na niedopuszczeniu idei Konfederacji „na pół gwizdka” lub nawet stopniowo sprzyjać im jako elementom ulubionej „wielowektorowej polityki wahadłowej". Już dziś władze białoruskie usilnie szukają punktów odniesienia, na których mogłyby oprzeć osławiony „wektor zachodni ". W tych warunkach, sprzeciw wszelkim „prozachodnim" ideom nie będzie mieć tak fatalnych skutków, jak na przykład pół roku temu.

    Na zakończenie chciałbym stwierdzić, że wydaje się naturalnym rozpoczęcie szerokiej społecznej debaty na temat wyżej przedstawionych zagadnień, zarówno na Białorusi, jak i w Polsce. Wszelkie aspekty tematu — od omówienia moralnego wymiaru aż do opracowania map drogowych, czy też innych technicznych spraw utworzenia Konfederacji — przyczynią się tylko do promocji idei i pojawienia się jej na porządku dziennym. Proponuję, aby wspólnymi siłami kwestię Konfederacji Republiki Białorusi i Rzeczypospolitej Polskiej wydobyć ze stanu głuchej ciszy i postawić na pierwszym planie w białorusko-polskim dyskursie politycznym.

    0 комментариев

    У нас вот как принято: только зарегистрированные и авторизованные пользователи могут делиться своим мнением, извините.